środa, 8 lutego 2012

Samotny mężczyzna (2009) - Tom Ford



Podobno każda kobieta powinna mieć w swoim życiu przyjaciela - geja. Przynajmniej to przekonanie zapoczątkowała Carrie Bradshaw w serialu Seks w wielkim mieście i (niestety) rozwijała w dwóch kontynuacjach filmowych. 

Otóż od 2009 roku JA TEŻ MAM PRZYJACIELA GEJA.

Ale wróćmy do poprzedniego wywodu. Gej zrozumie kobietę, choćby w kwestii wyglądu zewnętrznego mężczyzn. Łączy Nas ciągłe poszukiwanie, podziwianie, zachwycanie się męskimi zaletami. Możemy robić to na ulicy, w szkole, w pracy, w szpitalu, w sklepie. Mężczyźni są wszędzie (cóż za odkrycie). Kobiece oko może się nacieszyć widokiem także w kinie. To miejsce jest właściwie do tego idealne. Na ekranie mężczyźni są jacyś tacy lepsi, piękniejsi. Do 2009 roku wydawało mi się, że zmysłowo i niewyobrażalnie pięknie można przedstawić tylko kobietę (że niby płeć piękna). Mężczyzn także podziwiałam, ale to był raczej zachwyt ich cechami zewnętrznymi niż połączeniem tego oraz sposobu ich przedstawiania.

Myliłam się. Mój nowy przyjaciel Tom Ford pokazał, że można i można to zrobić porządnie. Samotny mężczyzna to jeden z piękniejszych filmów jakie dane mi było obejrzeć w moim krótkim życiu. Reżyser/projektant mody pokazał mężczyznę w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Przełamując schemat mężczyzny jakiego należy pokazać w filmie, stworzył postacie za pomocą rewelacyjnych aktorów, niezwykle czułych i delikatnych zdjęć i trafnego montażu. Całość współgrała nie tylko z fabułą, która jest dosyć prostolinijna, ale także (i to najważniejsze w tym filmie) z emocjami głównego bohatera. Ktoś może powiedzieć, że prosta fabuła jest tutaj wadą. Nie zgodzę się z tym, co więcej, dodam, że prosta fabuła podkreśla tutaj wagę wewnętrznych przeżyć człowieka. Cały film jest jakby monologiem bardziej-wewnętrznym głównego bohatera. Bardziej-wewnętrznym, bo dotykającym jego najciemniejszej strony, jaką jest depresja, poczucie pustki, utrata cząstki swojego serca. Pokazywanie emocji na ekranie nie jest łatwe, w tym filmie się udało. Więcej - emocje zostały pięknie ubrane (można rzec, że są marki Tom Ford), tworząc mieszankę wybuchową. 

Mam nadzieję, że reżyser nie poprzestanie na tym jednym obrazie i będzie się dalej rozwijał w swoim tempie. Życzę mu dobrze i mam przeczucie, że będzie się piął tylko w górę, ponieważ nie ma presji by tego dokonać. Ma swoje życie w przemyśle modowym, ma wyrobioną markę. Kręcenie filmów jest więc dla niego zwykłą przyjemnością. Jest artystą, co wydaje mi się, że jest rzadko spotykaną cechą współczesnych filmowców. Zaczęli traktować taśmę filmową jak narzędzie, a nie materiał z którego powinno powstać dzieło sztuki. Sztuka filmowa przestała być warsztatową, a stała się użytkową, co jest przykre. 

Dobrze, że mamy Toma Forda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz